Oprowadzaliśmy dzisiaj wycieczkę trzecioklasistów po naszym laboratorium. Oczywiście padło na mnie, aby opowiadać za sprzęt laboratoryjny. Dzieciom jak zwykle przypadły do gustu dość osobliwe nazwy niektórych naczyń i innych przyrządów. Minęło wiele lat odkąd byłam w szkole podstawowej i zapomniałam już, że nazwy takich sprzętów laboratoryjnych jak: bagietka (szklany pręt zakończony z jednej strony rączką, a z drugiej łopatką, służący do mieszania płynów, czyszczenia naczyń, zeskrobywania osadów itp.), terostaty zanurzeniowe czy pipeta (szklana lub plastikowa rurka, którą przenosimy i odmierzamy ciecze) mogą aż tak śmieszyć. Dzieciom podobała się również nazwa naszego „diabelskiego” odczynnika – wody królewskiej (wyjątkowo żrącej mieszaniny stężonego kwasu solnego i azotowego, które silnie utlenia, roztwarza złoto, platynę i inne metale szlachetne). W naszej pracowni używamy jej głównie to oczyszczania sprzętu laboratoryjnego z zanieczyszczeń organicznych i osadów metali. Mam nadzieję, że ta wycieczka zainteresowała Maluchy i że udało im się połknąć tego chemicznego bakcyla.
